wtorek, 21 września 2021

Dziękuję Wam za każdą akceptację

 

Dziękuję Wam

Za każdą akceptację


Gdy słowo ślę

I do Mojego Kręgu

Zapraszam kolejnego z Was

Dewiza moja

Zawsze jest ta sama

Im większy Krąg

Tym bliższy

Cały Świat

 

Dewiza Moja

Zawsze jest ta sama

Kto mi życzliwy

Tu zawsze swoje miejsce ma

I dobrze jest

Gdy czujesz się tu pewnie

Jakbyś w tym Kręgu

Obecny był od lat

 

I każdy z Was

Jest tu niezastąpiony

I dobrze gdy

Swój szczery pogląd masz

I zechcesz tu

Swym słowem się podzielić

I Twoja myśl

Niech ma swój

Złoty czas

 

Tu każdy ma

Prywatne swoje zdanie


Już od północy

I od zarania dnia

Niech tu więc będzie

Każdy równy człowiek

I niech prywatne

Swoje drogi ma

 


Dziękuję Wam

Za każdą akceptację

Im więcej nas


Ty lepiej dalej iść

I każdy szlak

Podszyty lekkim wiatrem

I w tylu miejscach naraz

Tak nagle łatwo być

 


Tu schodzą się

Kraje i kontynenty

I choć z tylu stron świata


To prosty język jest

W zbliżaniu stron

Niech nikt więc

Nie przeszkadza

I  niechaj każdy zawsze

Tak samo człowiek jest


 

Błogosław Panie

To kłębowisko myśli

W różności zdań

Niech zawsze pokój trwa

Wolny od knowań

Wolny od fałszu

Wolny od nienawiści

A wtedy będzie

Wolny naród każdy

I wtedy będzie

Wolny każdy kraj

 


I niech Białoruś

I niech Krym będą wolne

Monarcho Wschodu

Masz dość problemów swych


Na cztery spusty

Zamknij swą niewolę

Bo zniewolonym

Nikt przecież nie chce być

 

Tatarzy więc  niech wrócą

Do Ojczyzny

I  niech Białoruś

Wypuści więźniów swych

Za swoje zdanie

Nikt nie chce być więziony

I tego czynić

Nie ma prawa  nikt

 

W Afganistanie też

Niech zapanuje wolność

Kobiety także

Miejcie prawa swe

Trudne problemy Świata

Bądźcie naszą wspólną troską

I niech już nigdy nikt

Nie będzie wyrzucony

Poza  swego życia brzeg

 


Niech każdy ma

Swą dobrą wolną wolę

I niechaj chce uczciwie


Na tym świecie żyć

I niech dla swego zysku

Nikomu nie wchodzi w drogę

Przecież uczciwie codziennie

Przed siebie możesz iść

 


I musisz wiedzieć

Tu jesteś Dzieckiem Boga

I z Woli Boga

Wolność w sobie masz

Wolności więc

Odbierać nie masz prawa

Bowiem wolności

Pragnie każdy człowiek

Bowiem wolności

Pragnie cały świat

 




Redakcja

Ilustracje

Archiwum Internetowe

Tekst

Stanisław Józef Zieliński

21.09.2021


 

 

 

piątek, 30 lipca 2021

Niech wiatr morski Tylko dmuchnie A już nie ma mnie W chałupie

 Niech wiatr morski

Tylko dmuchnie

A już  nie ma mnie

W chałpupie



Z nudą zawsze

Sobie radzę

Szkoda czasu

W nudzie trwać

Niech wiatr morski

Tylko dmuchnie

A już nie ma

Mnie w chałupie

Bo  ruszam

Na morski szlak


 

Włos się jeży

Wąs się sroży

Lecz ta duma

I ten plan


Plecak już mi

Grzeje plecy

Oczy śmieją się

Do jachtu

Kiedy już gotowy jacht

 


I te żagle

Szum nad głową

I w żaglach

Tańczący wiatr

I moc magii


Pełną głową

Przygodo przygodo

Ahoooooooj

Ahoooooooj

 

I już fale

Dziobem pruje

Ustawiony

Wprost do fal

Niezawodny mój


Druh jacht

 

Bałtyk jeden

Skok zająca

I już wnet

Przygody mocne

Gdy pożegnam

Wyspę Bornholm

I już mam

Otwarte wrota

Prosto na

Morze Północne

 


Tu dopiero

Pasmo zmagań

Zimny prąd

I chłodny wiatr

Jeśli fale

To wysokie

Twarde mocne

Wigor skał

 



Tu dopiero jest

Ten taniec

Tutaj żagle

Baletnice

A i taniec

Wir że hej

I ster mocno

Trzymasz w dłoni

By nie wypadł

Z dłoni ster

Tu ta moc

Potęga wiatru

I moc

I potęga fal

I ta pełna

Koncentracja

By ów rozwydrzony żywioł

By nie porwał

Twoich żagli

I ta pełna koncentracja

Aby zawsze całym dziobem

By ustawiać

Jacht do fal

 

Tu ta wiara

Jakże piękna

W wierze bowiem

Siła moc

I nadzieja

I pragnienie

I modlitwa że

Znów oto

W pełnym zdrowiu

Mogę oddać

Pokłon Bogu

I za Twoją Wolą Panie

Oddać pokłon




Całemu Niebu

Całemu Morzu

Już o świcie

Wszystkim nadchodzącym dniom


 

I poprosić Ciebie Boże

Gdy będę na oceanie

By do głowy

Nie  przyszło

Żadnej orce


By wywrócić

Jacht do góry

Żeby mnie

Morskiego Wilka

Smacznie schrupać

Na śniadanie


 

A są głodne

Głodne bestie

Gdy wprost płyną

Wszystko jasne

Zrobią wszystko

By uparcie

Stoczyć walkę

Z całym jachtem


 

I uszkodzą

Ster i rufę

Trącą zębem

Sprawdzą moc

I nierade by odpłynąć 

Gdy nie idzie 

Jacht na dno



I nierade są z połowu

I nierade 

Z całej walki

Bowiem prawda oczywista

I tym razem orko orko

Połów twój jest nieudany



A Pan Juliusz Ogórkowski

Z dumy ręce 

Aż zaciera

Bohaterski i zwycięski

Do chałupy swojej wraca

Równie dumny

Jak z wyprawy

Wracał ongiś

 Jak Juliusz Cezar

Cesarz Rzymski










Ilustracje

Juliusz Ogórkowski

Archiwum Internetowe

Tekst

Stanisław Józef Zieliński

31.07.2021 

 


 

 

 

 

 

 

 

poniedziałek, 21 czerwca 2021

Zbudź się o świcie

 

Zbudź się o świcie


Zbudź się o świcie

Wysłuchaj koncertu

Dzień przecież obok

Przeminąć nie  może

Jeszcze szarawo

Szarawo za oknem

Scena wysoko

Wysoko pod niebem

I całe niebo

Jednym wielkim śpiewem


 

Zbudź się o świcie

Wysłuchaj koncertu

Kto kiedy śpiewa

Gubisz się w tym wszystkim

Bo chór przy chórze

Zespół przy zespole


Klasa tenorzy

Klasa soliści

Klasa solistki

I jedna scena

I jedna scena

To to jedno ogromne

Rozśpiewane niebo

 

I ktoś czasami

Nieco lot swój zniży

Może akurat


Przypomniał o ziemi

I usadawia się

Także  w wysokiej

Koronie drzewa


I na listkach swe nuty

Zawiesza nieco niżej

By potem za moment

Tak nagle

Za chwilę

Swój wdzięczny głosik

Wyciągnąć aż do nieba

Szczodrze

Serdecznie

Aż po sam

Tron Boga

A na Ziemi aż rozleje się

To cudowne rozległe echo

 

Czy  kiedy człowiek

Ten kunszt dogoni

I będzie w stanie

Oddać ten szacunek

Oddać swemu Bogu

Oddać swemu Stwórcy

Choćby w jednej

Jedynej nutce

Jak to o świcie

Dzień w dzień

Zawsze o  tej samej  porze

Czyni to skowronek

Taki maleńki ale

Nie drobiazgowy

I w swoim kunszcie

Jakże przecież wielki

Kruszyna kruszynka

A jaki niepokonany

Koncertem żyje

Koncert go umacnia

W symbiozie z wiatrem

W symbiozie z powietrzem

W symbiozie ze słońcem

W symbiozie z deszczem

Listki porusza ale  nie utrąca

A i cały akompaniament

Tak zawsze ustawiony


Zawsze 

W tym samym miejscu

Zawsze 

W tym samym kierunku

W kierunku brzasku

Tylko co wstającego słońca

Czyż lepszą scenerię

Wymyśliłby nawet najznakomitszy

Ziemski choreograf


 

Tu wszystko tworzy się

Tak natychmiast

W biegu

Tu nie może być nawet

Nawet chwili do stracenia

Bóg zawiaduje wszystkim

Jednakże koncert

Codzienny poranny

Ma zawsze podobać się

Samemu Panu Bogu


Jakaż więc stawka wysoka

Codziennie

Ów koncert

I jeszcze nigdy nigdy tak

Nie było

By coś z repertuaru uronić

Albo coś przez przypadek

Przez pomyłkę

Pominąć

Zapomnieć

Zawsze codziennie

Wszystko dopięte

Na ostatnik guzik

I koncertu już nawet

Nie poprzedza próba

Bowiem cały Ptasi Świat

Życia na próbę

Nie uznaje

Byłby to przecież

Zbyt stracony czas

Mistrzowie po prostu

Dają koncert

Upijając się 

Powodzią braw

Niesionych na piórach świtu

Na piórach brzasku

Na piórach słońca

Na piórach wiatru

 






Ilustracje

Archiwum Internetowe

Stanisław Józef Zieliński

Tekst

Stanisław Józef Zieliński

22.06.2021 r.